Film, film, film...

Wpis

środa, 21 grudnia 2011

Sylwester w Nowym Jorku [2011]

W filmie przeplatają się losy kilku (kilkunastu?) samotnych osób, których życie zmieni się właśnie w sylwestrową noc. Odnajdą nową miłość, wrócą do starej, spełnią swoje marzenia, czy powitają nowo narodzone dziecko. Bohaterów jest na tyle dużo, że trzeba pilnie śledzić początek filmu, aby później lepiej można było zrozumieć i oglądać film.

Momentami miałem wrażenie, że w filmie jest aż za dużo pierwszoplanowych postaci. Skutkiem tego było powierzchowne przedstawienie każdej osoby. Mimo, że film trwa dwie godziny to na jeden wątek poświęcone jest z 10 minut. Trochę mało, aby dobrze nakreślić i przedstawić charaktery oraz ramy postaci. Może trzeba była zatrudnić mniej aktorów, a bardziej postawić na jakość granej przez nich roli. W wyniku tego mój odbiór filmu był negatywny, dla mnie był to miałki obraz.

Ciężko jest po raz kolejny podkreślać, że w komedii romantycznej w ogóle nie ma komedii. Jakaś masakra. Może ze 3 razy uśmiechnąłem się pod nosem. Nawet z założenia zabawne postacie były nudne, zresztą tak jak cały film. Jedynym, który był w miarę zabawny był Paul i dodawał do filmu tę nutę przyspieszenia, emocji i wyrazistości.

Wypadałoby przejść też do oceny od strony obsady, gdyż ta była naprawdę imponująca. De Niro, Berry, Biel, Heigl, Duhamel, Pfeiffer, Kutcher, Schweiger, Swank, Parker to lista robiąca wrażenie. Już dawno nie oglądałem filmu, gdzie praktycznie każda postać była grana przez powszechnie znanego aktora. Jednak, czy któraś rola jest warta zapamiętania? Absolutnie nie. Scenariusz nie był zbyt wymagający, a sami od siebie też nie dali nic ekstra. Specjalnie wcześniej nie wymieniłem Zaca Efrona. Przed filmem byłem nastawiony mocno negatywnie do jego gry, ot goguś z przylizanymi włosami bez wielkich umiejętności aktorskich. Po tym filmie już wiem, że moja opinia była błędna i nieaktualna. On, jako jedyny dał coś temu filmowi. Pasję, energię i zaangażowanie. Dzięki jego postaci podniosłem ocenę o jedno oczko względem pierwotnej opinii. Oby tak dalej. Aha i jeszcze słówko odnośnie Jon Bon Jovi. Niech lepiej odpuści sobie granie w filmach.

Podsumowując film przez bardzo słaby. Nudny, nieśmieszny, z oczywistym zakończeniem. Mimo w miarę obiecującej obsady aktorzy nie wznieśli się na wyżyny i odwalili pańszczyznę. Takim malutkim światełkiem w tunelu był Zac Efron. Jednak jego dobra gra nie wpłynęła w jakimś ogromnym stopniu na odbiór filmu, gdyż przy takiej ilości pierwszoplanowych postaci, jedna dobra rola, jest kroplą w morzu potrzeb.

 

2/10

 

PS. Udało mi się wyhaczyć jeden błąd w filmie. Podczas jednej z rozmów między Bon Jovi a Heigl w zależności, z której strony jest kamera, Bon Jovi raz ma ręce splecione z przodu, a raz z tyłu;) Zazwyczaj nie łapię takich detali, dlatego musiałem o tym napisać:D

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
piotrek-alfa
Czas publikacji:
środa, 21 grudnia 2011 14:48

Polecane wpisy

Kanał informacyjny

stat4u